Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kagetora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kagetora. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2014

Od Kagetory: 11. Małe Bara-Bara w wannie?

Zaraz po zjedzeniu śniadania przyrządzonego przez Eizo, podreptałem do łazienki i odkręciłem wodę w wannie. Szybko zrzuciłem z siebie ubranie, rozrzucając poszczególne jego części w różne strony. Stanąłem przed drzwiami w samych bokserkach i czekałem, aż mój ukochany przyjdzie do mnie z ręcznikami. Nie trwało to długo, ale w między czasie zdążyłem dobrze przyjrzeć się dość skromnej łazience Eizo. Nie byłą tak duża i nowoczesna jak moja, ale nie byłą też mała. Było wystarczająco dużo miejsca by uprawiać seks, a to na pewno przemawiało na jej korzyść. Właśnie byłem w trakcie wyobrażania sobie jak robimy to z Eizo na pralce, kiedy usłyszałem go za drzwiami.
- Zostawię ci ręcznik pod drzwiami. - powiedział na tyle głośno bym usłyszał pomimo szumu wody. Uśmiechnąłem się. O nie, tak się bawić nie będziemy. Otworzyłem szybko drzwi i wciągnąłem go do środka, jednocześnie zgarniając też ręczniki. Zabawna była jego reakcja, kiedy powiedziałem mu, że kąpiemy się razem. Wiedziałem, że będzie zdziwiony. Położyłem ręczniki na szafce. Podszedłem do Eizo i złapałem brzeg jego koszulki.
- No rozbieraj się. Nie będę czekał w nieskończoność. - Chłopak spojrzał na mnie i zmarszczył brwi jakby chciał przejrzeć mój plan, a potem zaczął się rozbierać. Odwróciłem się, zdjąłem bokserki i wszedłem do gorącej wody, którą przygotowałem wcześniej. Trochę mnie parzyła, ale tylko przez chwilę. Wanna była wystarczająco duża, by pomieścić nas obu... dzięki bogu. Chwilę później przed wanną stanął Eizo. Policzki miał zaczerwienione, a jego wzrok uciekał ode mnie. Zaśmiałem się cicho... był słodki. Wyciągnąłem do niego ręce i pomogłem wejść do wanny.
- Lubisz pianę? - zapytałem sięgając po jakąś butelkę z płynem. Dziwne, byłem w praktycznie nieznanym mi domu, a czułem się jak u siebie. Pewnie obecność Eizo tak na mnie wpływała. Chłopak pokiwał potwierdzająco głową, a ja wlałem sporą ilość płynu do gorącej wody. Po chwili nad powierzchnią pojawiło się dużo piany. Jak tylko zakryła nasze ciała, Eizo automatycznie się rozluźnił. Zaczęliśmy gadać i tak nas to wciągnęło, że woda zaczęła robić się zimna. Z jakiegoś powodu czułem się niesamowicie szczęśliwy. Żadna kobieta nie zdołała mnie tak zainteresować, jak ten nudny i poważny chłopaczyna... i może właśnie dlatego nigdy nie byłem zadowolony z kobiet. Czułem jakby właśnie tutaj było moje miejsce. U boku Eizo. Trochę to głupie, bo przecież na początku go nawet nie lubiłem... a zważywszy na to, że nie znamy się nawet tygodnia, to już w ogóle dziwnie wygląda. Ten chłopak miał mnie pilnować i chyba nawet wychować, ale jak na razie to chyba ja na niego mam zły wpływ. Ale to dobrze. Zmienię tą jego nudną i ułożoną postawę! 
- Chodź. Umyje ci plecy. - powiedziałem z uśmiechem, biorąc gąbkę do ręki. Eizo spojrzał na mnie zmieszany, po czym uśmiechnął się delikatnie. Nawet nie wiedział jak niesamowite wrażenie sprawiał jak był taki nieśmiały i uroczy. Odwrócony do mnie plecami, usiadł między moimi nogami. Trochę się zdziwiłem, że przybliżył się, aż tak blisko, ale to był dobry znak. Powoli zacząłem jeździć chropowatą gąbką po jego skórze. Oczywiście robiłem to delikatnie, żeby nie zrobić mu krzywdy. Chłopak wyraźnie się rozluźnił. Kiedy skończyłem z myciem pleców, jednym ruchem otoczyłem go ramionami i zaczął szorować jego klatkę piersiową i brzuch. Przysunąłem się do niego jak najbardziej się dało. Na pewno poczuł jak mój mały przyjaciel już zaczął robić się twardy. 
- Eizuś?
- Hm? - mruknął jeszcze nie świadomy tego co chcę mu zaraz zaproponować. Przestałem operować gąbką, którą odrzuciłem na bok, by mogła sobie swobodnie pływać w wodzie. Rękami zacząłem delikatnie masować jego klatkę piersiową, ostatecznie zatrzymując się na już stwardniałych sutkach. 
- A może by tak... powtórzyć wczorajszą noc? - spytałem jednocześnie robiąc mu malinkę na ramieniu.

niedziela, 24 listopada 2013

Od Kagetory: 10. Wstydzisz się mnie?

Przytuliłem go do siebie. Czułem jak jego klatka piersiowa miarowo obija się o moją. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem. Nie byłem zdolny obdarzyć kogokolwiek uczuciem... no nie licząc Hime, ale to moja siostra, więc to raczej miłość platoniczna. Do Eizo czułem coś czego jeszcze nigdy nie doznałem. Nie wiem czy to dobre uczucie, ale wiem, że bardzo silne. W tej chwili, kiedy nasze ciała się stykały, wiedziałem, że nie chce go nikomu oddać. Chce żeby był mój na zawsze... Mogłem się na tym przejechać, bo obydwoje byliśmy facetami, a do tego żaden z nas nie jest gejem... znaczy nie był... Wiedziałem, że jest to dla niego zupełnie nowe doznanie, tak jak i dla mnie. Ale mimo to miałem nadzieję, że mnie nie opuści. Patrzyłem jak Eizo powoli zasypia. Ja miałem z tym problem... Długo biłem się z własnymi myślami, zanim odleciałem do krainy snów. Zasnąłem czując oddech chłopaka na klatce piersiowej. Tak bardzo bym chciał, żeby ta noc trwała wiecznie...

***

Ni stąd ni zowąd usłyszałem śmiech Hime-chan. Na pewno nie miał on nic wspólnego z moim snem, w który dziewczyna nie brała nawet udziału. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że śmiech słyszę w świecie realnym, a nie świecie snów. Rozchyliłem lekko powieki. Leżałem sam w łóżku. Mój kochany grzejniczek zostawił mnie na pastwę losu, pod zimną chropowatą kołdrą. Zlokalizowałem dźwięki w kuchni i leniwie wstałem z łóżka. Włożyłem na siebie czyste bokserki i wyszedłem z pokoju. przeciągając się jeszcze poszedłem w stronę kuchni. Śmiech nasilił się. Zanim dotarłem do celu, po mojej nodze przeszło przyjemne i dobrze mi znane uczucie. Podniosłem ocierającego się o mnie zwierzaka i przytuliłem się do niego. 
- Gdzieś ty był Chimera? - Zapytałem mruczącego mi do ucha kociaka. W końcu wszedłem do kuchni z kotem na piersi. Kiedy tylko Hime mnie zobaczyła przestała się śmiać. Jednak nie na długo, bo zaraz znowu wybuchła, tym razem ze zdwojoną siłą. 
- Co cię tak śmieszy? Mam coś na twarz, czy coś? - Dziewczyna wytarła kąciki oczu, jakby chciała powstrzymać potok szczęśliwych łez. 
- To nic takiego... - powiedziała z uśmiechem na twarzy. Rozejrzałem się po kuchni. Siostrzyczka razem z Eizo piła kawę rozpuszczalną bez mleka. Na stole leżały jeszcze dwa puste talerze, podejrzewał, że po tostach. Spojrzałem na chłopaka.
- Nie mogłeś mnie obudzić? - Eizo pochwycił mój wzrok, przejeżdżając wcześniej po całym moim ciele. Na jego policzkach wyrósł jeden wielki rumieniec. Po chwili schylił głowę i zaczął coś mamrotać pod nosem.
- Co? Nie słyszałem~! 
- Bo... Bo... - Odwrócił jeszcze bardziej głowę. Czemu nie chce na mnie spojrzeć? Aż tak się mnie wstydzi? Złapałem go za podbródek i zmusiłem, żeby na mnie spojrzał.
- Patrz na mnie jak do mnie mówisz... mama cię tego nie nauczyła? - Trochę mnie zdenerwowało jego zachowanie, ale jak zobaczyłem jego słodką czerwoną twarzyczkę, od razu mi przeszło. Uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem.
- Pamiętaj na następny raz. - Przybliżyłem się do niego z zamiarem pocałowania na "dzień dobry", ale on w ostatniej chwili mi uciekł, po raz kolejny odwracając głowę. 
- Hime... - wymamrotał tylko. Puściłem go wściekły.
- Jasne... rozumiem. - Zerknąłem na dziewczynę. Przyglądała nam się uważnie, jakby czekała na kolejną dawkę ploteczek, które można rozpuścić po całej okolicy. Hime była znana z tego typu rzeczy. To była jedyna zła rzecz, jaką można było jej zarzucić... Nikt nie jest idealny, prawda? 
- Hime, słonce... jestem ci wdzięczny, że przyniosłaś Chimerę, ale pewnie masz dużo obowiązków, więc może już pójdziesz? - Dziewczyna zrobiła obrażoną minę. Jak ja tego nie lubiłem... zawsze, chce na mnie wymusić poczucie winy. O nie! Tym razem się nie dam!
- Jakiś ty nie miły... przychodzę specjalnie do ciebie, a ty nawet się ze mną nie przywitasz, a do tego wyrzucasz mnie po pięciu minutach?
- Przykro mi kochanie... mam coś do załatwienia, z tym tu... - Wskazałem głową Eizo, który znowu odwrócił ode mnie głowę.
- Dobra! - Tupnęła złowrogo nogą. - Idę sobie! - Wybiegła z kuchni, żegnając się po drodze z Eizo. Pocałowała go w policzek... Czy ja czegoś nie wiem? Kiedy się tak zbliżyli? Co tu się dzieje?
- Nie daj mu się... - Powiedziała do chłopaka i wyszła z pokoju. Upewniłem się, że wyszła, kiedy zamknęła za sobą drzwi wejściowe. Wypuściłem Chimerę z objęć. Kot od razu pobiegł w bliżej nieokreślone miejsce. Podszedłem ponownie do Eizo i zmusiłem go żeby odwrócił się w moją stronę. Przyszpiliłem go do blatu swoimi biodrami.
- To teraz możesz mi wyjaśnić, o co chodzi... Aż tak się mnie wstydzisz? - Zapytałem zbolałym głosem.

niedziela, 17 listopada 2013

Od Kagetory: 8. Na pewno tego chcesz?

Chłopak zarumienił się i odwrócił ode mnie wzrok. I o to właśnie chodziło! Teraz mogę zrobić z nim cokolwiek zechcę! Szczerze myślałem, że trochę dłużej wytrzyma... ale najwyraźniej mój urok działa na wszystkich~!
- To może jednak chce twojej pomocy... - wymamrotał Eizo.
- Słucham? Nie słyszałem~!? - chłopak zerknął na mnie wrogo.
- Chce twojej pomocy! - Krzyknął mi w twarz.
- Nooo... to, to ja rozumiem! Ale to musi zaczekać... - Uśmiechnąłem się do niego i ponownie pocałowałem. Jego usta przyjęły mnie natychmiast. Odwzajemnił mój pocałunek z wielką siłą i uczuciem... Ktoś tu się zakochuję~! Lepiej już być nie może! Moje ręce zaczęły krążyć pod jego koszulką, a usta zaczęły badać długą szyję. Chłopak jęczał co chwila...
- Eizo... chcesz iść do sypialni? - Zapytałem przerywając swoją wędrówkę. Zerknąłem an niego niewinnie. Chłopak delikatnie kiwnął głową. Wziąłem go na ręce i powędrowałem do sypialni. Po drodze poobijałem się trochę o stołki i inne takie, przeklinając przy tym głośno. Kiedy w końcu dotarłem do łóżka, ułożyłem na nim Eizo, a sam przygniotłem go swoim ciałem. W pokoju panował półmrok. Tylko z niewielkiego okna po prawej stronie docierało delikatne księżycowe światło. Tylko tyle było mi potrzeba, żeby zobaczyć zaróżowioną twarz chłopaka. Usiadłem rozkrokiem na jego biodrach i ściągnąłem z siebie koszulkę. Potem pomogłem ją zdjąć także Eizo. Dalej przestałem już cokolwiek robić. Siedziałem na nim i obserwowałem go. Po co mam się śpieszyć? I tak jest już mój.
- Kagetora... - wyszeptał chłopak.
- Tak? - Spytałem nie zmieniając pozycji. Eizo spojrzał na mnie błagającym wzrokiem.
- Zrób coś... zimno mi.
- Ohh... przepraszam mam cię rozgrzać? - Położyłem się na jego klatce piersiowej. - Może być tak? - Przejechałem palcem po jego brzuchu i dotarłem do spodni. Jedną ręką rozpiąłem pasek i zbadałem wnętrze jego bokserek. Eizo jęknął kiedy dotknąłem jego członka. - A może wolisz tak? - Zapytałem przybliżając usta do jego ucha. Złapał moją twarz w dłonie i zmusił bym na niego spojrzał. Facet już był cały rozpalony. Wpił się w moje usta i złączył swój język z moim. No nieźle... chyba się rozkręcił. W czasie gdy on mieszał naszą ślinę, ja zacząłem pocierać jego członka. Chłopak zaczął dyszeć i zrobił się cały czerwony. Taki słodki widok~!
- Kage... robiłeś to już wcześniej? - zapytał, kiedy oderwałem od siebie nasze usta.
- Co? eee... nie. - Cóż taka była prawda. Z facetem tego nie robiłem, ale z kobietami już mi się zdarzyło. Jednak od dłuższego czasu przestałem się interesować czymkolwiek związanym z seksem. Przestałem mieć taką frajdę jak kiedyś... Laski wskakiwały mi do łózka, przez co nie miałem nawet zabawy z flirtowaniem. Do tego ich ciało powoli przestawało mnie pociągać... ciekawe czemu...? W każdym razie znalazłem sobie nowy obiekt, z którym mogę się pobawić. Chociaż zacząłem zastanawiać się, czy nie zaczynam czuć czegoś więcej... ale pewnie się mylę.
- Ja.. Kageto... dochodzę! - Ciepła biała ciecz rozlała się na jego klatkę piersiową. Zacząłem powoli ją zlizywać. Podgryzałam delikatnie jego sutki i słuchałem jego cichych krzyków. W końcu postanowiłem przestać się bawić. Już od dłuższego czasu byłem w gotowości... Przybliżyłem się do Eizo.
- Na pewno tego chcesz? Bo wiesz... potem nie będzie już odwrotu... - Przecież nie mogę zrobić czegoś czego by nie chciał. Zwłaszcza że też jest facetem... Jestem dla niego zbyt dobry. Zbyt dobry...

niedziela, 10 listopada 2013

Od Kagetory 6. Ranisz...

Jak tylko weszliśmy do mieszkania braciszkowie zaczęli się bić. Przez chwilę może to i było zabawne, ale jak Jun zaczął walić głową Eizo o ścianę, to nie wytrzymałem. Przerwałem ich głupią zabawę.
- Nie bijcie się chociaż dzisiaj... - Jun bez słowa poszedł do salonu, zostawiając nas samych.
- Dziękuję ci. - powiedział Eizo.
- Jasne. A teraz chodź, bo coś tam nieziemsko pachnie. - Weszliśmy do kuchni. Mama Eizo przygotowała jakiś pysznie wyglądający gulasz z mięsem wołowym... Na nasz widok zaprzestała gotowania i podeszła do nas. Najpierw przytuliła się do Eizo...
- A ty jesteś? - Spytała z uśmiechem.
- Kagetora Shiga. - powiedziałem i ucałowałem ją w rękę. - Miło mi poznać. - posłałem jej swój najbardziej uroczy uśmiech. Kobieta lekko się zaczerwieniła i zaśmiała.
- Midori Saito, mi również jest miło. Eizo gdzie ty go ukrywałeś? Taki dżentelmen... - Powróciła do gotowania, a my poszliśmy do salonu. Stół już był przygotowany. Eizo od razu zajął miejsce. Usiadłem obok niego i Juna... może nie będą się dzięki temu bić. Po kilku chwilach do pokoju weszła pani Midori z wielkim garem jedzenia. Eizo chciał wstać i pomóc, ale go uprzedziłem.
- Ja to wezmę. - powiedziałem z uśmiechem. Może i jestem, jaki jestem, ale nikt mi nie może zarzucić, że nie mam dobrych manier... W końcu wszystkie moje macochy szkoliły mnie w tym. Nie pytajcie jaka mordęga to była dla mnie... W każdym razie wiem jak zachowywać się w określonym towarzystwie.
- Mogę w czymś jeszcze pomóc? - zapytałem gospodyni.
- Jakbyś mógł? Popilnuj chwilę ziemniaków... Ja pójdę po swojego męża. - Kobieta wyszła z kuchni. sprawdziłem ziemniaki... Na moje oko, został im jeszcze z dwie minuty. Wtedy przyszedł Eizo.
- Nieźle grasz. - Powiedział.
- A co myślałeś, że wszystko zacznę rozwalać? Potrafię się zachować. - warknąłem obrażony. - Pomóż mi z tymi ziemniakami... Nigdy nie zajmowałem się czymś takim... - Chłopak podszedł i zaczął odcedzać ziemniaki do zlewu. Szczerze... nie wychodziło mu to najlepiej... Złapałem go od tyłu i pomogłem.
- Weź łapska! Dam se radę. - Niestety było już za późno. Złapałem jego ręce i pomogłem z utrzymaniem ziemniaków w garnku.
- Ładnie pachniesz wiesz? - powiedziałem wtapiając się w jego ciało. W tym momencie usłyszałem trzask rozbijającego szkła. Przeniosłem wzrok w pobliże drzwi. Stała w nich pani Midori... miała szeroko otwarte oczy, a obok niej leżały szczątki... bodajże szklanki. Gdy zdałem sobie sprawę w czym rzecz odskoczyłem od Eizo i uśmiechnąłem się głupio.
- Pomogę posprzątać... ukucnąłem i zacząłem zbierać potłuczone szkło. Nagle poczułem, że coś mnie podnosi do góry...
- Przestań, pokaleczysz się. - Wyglądał na wyjątkowo spokojnego... Jago matka, pewni w tej chwili uważała go za homo-nie-wiadomo, a on sobie nic z tego nie robił?

***

- Synu... Czy to prawda... to co matka powiedziała? - tak własnie zaczął się wykład Yoshidy Saito, mężczyzny który spłodził Eizo... Staliśmy na środku salonu, przed stołem. Na krześle siedział ojciec, a obok niego stała matka Eizo. Wyglądała na zdruzgotaną, bo obgryzała sobie paznokcie. Po drugiej stronie stołu siedział Jun... a raczej leżał... Prawie pokładał się ze śmiechu. 
- Nie... znaczy prawda, ale to nie tak jak wygląda... Przecież.. No, ale... ja z nim!?- Chłopak  nie wiedział jak się wysłowić... Nie wiem czemu, ale trochę mnie to zabolało... Czemu to niby takie niemożliwe? Lekko mnie zdenerwował... Może czas się zabawić?
- Ranisz Eizuś! - zrobiłem smutną minkę. - Rozmawialiśmy o tym! Może to czas, żeby w końcu o tym powiedzieć!? - Troszkę za bardzo się wydarłem, ale pomińmy to... Zerknąłem na wszystkich zgromadzonych. Wszyscy jakby stanęli w czasie. Yoshida siedział wpatrzony w nas z wyrazem koncentracji w oczach, pani Midori zasłoniła usta ręką, a Jun przykucną na krześle z krzywym uśmiechem. 
- Przestań... o niczym nie rozmawialiśmy. Pogarszasz tylko sprawę. - Eizo schował głowę  dłonie. - To chyba jakiś pieprzony żart. - szepnął tak, że tylko ja to usłyszałem. Ale to jeszcze nie koniec!
- Dobrze... ty nie chcesz... to ja to powiem. - Odchrząknąłem. - Pani Midori, Panie Yoshida, Jun... Ja i Eizo... - Tu złapałem go w pasie i przytuliłem do siebie. - Jesteśmy razem. 
- Co ty pieprzysz!? - Krzyknął na mnie Eizo i zaczął wymachiwać rękami na wszystkie strony. Złapałem jego niezgrabne dłonie, i pocałowałem go przy wszystkich... No, no... To będzie ciekawe!

środa, 6 listopada 2013

Od Kagetory 4. Może się zabawimy?

Gdy tylko otworzył mi drzwi, to wiedziałem, że jest wkurzony... Zapytał się po co przyszedłem. W sumie to sam nie wiedziałem po co, ale czy to ważne? Najważniejsze, że byłem, ne? Eizo stał przede mną w samych bokserkach. Dopiero co się poznaliśmy, a ja już go widzę tak roznegliżowanego... Pysznieee!!
- Lepiej idź się przebrać... - Wszedłem do środka. Eizo poszedł się przebrać do pokoju. W tym czasie musiałem po cichu wszystkich wprowadzić... Kiedy niańka wrócił do nas był w ciężkim szoku. I o to chodziło! Wszyscy się z nim przywitali  i zaczęli rozpakowywać jedzenie, które przywieźli. Ktoś włączył głośno muzykę. Przez ten czas Eizo patrzył się na mnie wrogo. W końcu podszedł do mnie, złapał za rękę i poprowadził do swojego pokoju. 
- Co to ma znaczyć!? - Krzyknął gdy tylko zostaliśmy sami.
- Spokojnie! Wiem, że wolałbyś żebyśmy byli teraz sami... ale obiecałem ludziom imprezę, więc przyszliśmy cię trochę rozerwać! 
- O 2 w nocy!? Pojebało cię! A poza tym to czemu nie poszedłeś zrobić imprezy w swoim mieszkaniu!? - Był wkurzony... Ale wyglądał tak słodko z czerwoną ze złości twarzą! Taki mały buraczek! 
- No bo tak ładnie posprzątałeś! Nie chciałem marnować twojej ciężkiej pracy! - Zrobiłem smutną minkę i kocie oczka. Już chciał krzyczeć dalej, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi frontowych. 
- Ohohho! To pewnie gość specjalny~! - Wyskoczyłem z pokoju i od razu otworzyłem drzwi frontowe. Przede mną stanął wysoki niebieskooki blondyn. Uśmiechnął się do mnie i podniósł w górę dwie siatki z paroma sześciopakami w środku. 
- Siema Jun! Jak leci! - Zaśmiałem się i odebrałem od niego ciężkie siatki.
- Czy to ważne? Gdzie mój braciszek!? Nadal nie mogę uwierzyć, że pozwolił ci tu zrobić imprezę! - Poszedłem w stronę kuchni i położyłem piwo na blacie. Jun szedł za mną i coś tam gadał... nie słyszałem go przez coraz głośniejszą muzykę. gdy wróciliśmy do salonu, to Eizo kazał wszystkim wracać. Nikt go nie słuchał... Biedak nie miał siły przebicia... Kidy zobaczył Jun'a od razu zaczął iść w naszą stronę. Bracia zaczęli na siebie krzyczeć, a potem się bić. Jako pierwszy dostał niańka. Brat nie potraktował go z ulgą, bo chłopak skulił się od mocnego ciosu w brzuch. Po chwili jednak doszedł do siebie i walną głową Jun'a o najbliższą ścianę... chłopak zaczął kręcić się w miejscu i osuną się trochę na podłogę. Z klęczek podciął Eizo, tak, że on też znalazł się na ziemi. Patrzyłem na tę scenę z uśmiechem na ustach... Zawsze chciałem mieć brata, z którym mógłbym się bić. No cóż... brata nie miałem, ale za to Bóg obdarzył mnie kochającą siostrą... narzekać nie mam na co. Walka pomiędzy braćmi nie miała końca. W końcu mi się to znudziło i podszedłem do nich.
- Jun! Nie rób już krzywdy Eizo! - Zacząłem. Przytuliłem niańkę od tyłu i położyłem swój podbródek na jego ramieniu. - Chce się jeszcze nim trochę pobawić... - Uśmiechnąłem się i polizałem chłopaka w ucho. Ten się wzdrygnął i odepchnął mnie od siebie. 
- Jak chcesz... - Jun machnął ręką i poszedł do innych. Zaczął tańczyć i od razu przygruchał sobie jakąś partnerkę. Eizo wściekły odszedł i trzasnął drzwiami od swojego pokoju... Ni chciałem go, aż tak zezłościć... Myślałem, że uda mi się go trochę wkręcić do towarzystwa. Był taki sztywny... Zupełne przeciwieństwo tego przygłupa Jun'a... aż strach pomyśleć, że są mają tą samą krew w żyłach. Westchnąłem i zacząłem wyrzucać wszystkich z mieszkania. Nie mogłem robić czegoś takiego wbrew gospodarzowi, prawda? Parę osób sprzeciwiało się wyjścia, ale wystarczył jeden mocny cis w krocze aby sobie poszli... Zwłaszcza jun nie chciał jeszcze iść. Przekonałem go jednak, że jego brat musi się wyspać... o dziwo uległ i po chwili, nie było po wszystkich śladu. Wyłączyłem muzykę i zacząłem sprzątać po gościach. Dwadzieścia minut, a oni już zdążyli zrobić burdel... Porządki skończyłem godzinę później. Nie jest to moja dobra strona, więc zajęło mi to duuuużo dłużej niż powinno. Na zegarku była 3:15. Przydało by się wyspać nie... O tej porze nie opłacało mi się wracać do domu, więc postanowiłem zostać u Eizo. Niestety w salonie była zbyt mała kanapa, bym mógł się na niej zmieścić... cholerne metr dziewięćdziesiąt trzy... Lekko uchyliłem drzwi od pokoju Eizo. Chłopak spał. Miał dość dużo łózko, więc delikatnie wsunąłem się na miejsce obok niego. Materac był tak wygodny, że zasnąłem chwilę później... Śniło mi się, że Eizo ma na sobie fartuszek i robił mi śniadanie...

piątek, 1 listopada 2013

Od Kagetory: 2. Nowa sprzątaczka.

Miałam bardzo dobrą rozgrywkę, kiedy przerwał mi dzwonek do drzwi. ~Jeśli to nie koleś z darmową pizzą, to się wkurzę~ pomyślałem. Rzuciłem joystick na kanapę i poszedłem otworzyć. Przede mną  stał jakiś koleś... Przedstawił się i w ogóle. Obejrzałem go dokładnie. Nie, nie miał pizzy. 
Zamknąłem mu drzwi przed nosem i wróciłem do gry. Niestety facet nie dał się tak łatwo zbyć... Dzwonek dzwonił mi cały czas w uszach. Próbowałem go zignorować, ale się po prostu nie dało... a nic nie wskazywało na to, że nieznajomy miałby sobie pójść. Wściekły poszedłem znowu otworzyć drzwi. 
- Czego!? - Warknąłem na powitanie. Koleś wysłał mi taki wzrok jakby chciał mnie zabić. Zdziwiłem się z lekka... szczerze to wyglądał na taką ciotę... i no tego... Przecisnął się obok mnie i wlazł do mieszkania. - Hej! Hej! Czekaj! Kim ty jesteś! 
- Już mówiłem nazywam się Eizo Saito. - Odparł na pozór spokojnie.
- Aha... wiesz nic mi to nie mówi, więc wypad. - Powiedziałem z takim samym spokojem. Chłopak zamiast mnie posłuchać zaczął się rozbierać z kurtki i butów. Zignorował mnie zupełnie. Zaczął rozglądać się po mieszkaniu... najpierw posprzątał moje ubrania, potem pozmywał naczynia... W końcu przestałem się nim przejmować. Pewnie to jakaś kolejna sprzątaczka wynajęta przez mojego ojca. Staruszek musiał się czegoś nauczył bo tym razem przysłał faceta. Nie pytajcie co robiłem z tymi biednymi ślicznotkami... na końcu zawsze uciekały z krzykiem... zabawne. Wróciłem do gry. Znajomi nieźle się wkurzyli, że tak zniknąłem, bo przez to przegraliśmy, ale trudno... w końcu to tylko gra, nic więcej. Zaczęliśmy nową rozgrywkę. Szło nam całkiem dobrze, mieliśmy przewagę 10 ludzi dopóki... dopóki moja nowa sprzątaczka nie odłączyła mi kabla od Xbox'a.
- Ej! Co jest! - Krzyknąłem. Facet spojrzał na mnie i pomachał sobie kablem przed oczami.
- Od teraz nie ma grania. - Powiedział.
- A ty co moja niańka!? 
- Właściwie to tak... Twój ojciec mnie zatrudnił, żeby cię troszkę... hmmm... utemperował. - Spojrzałem na niego i wyciągnąłem z kieszeni telefon. Od razu zadzwoniłam do ojca. Oczywiście był to prawda... Stary pierdziel wymyślił sobie kolejną głupotę... Rozłączyłem się ze śmiechem. Ale będzie zabawa!
- No zobaczymy... - Wstałem i podszedłem do Sprzątaczki. Zbliżyłem się do niego na tyle bym mógł przyszpilić go do ściany. 
- Ciekawe jak szybko wymiękniesz... - Powiedziałem kładąc rękę na ścianie na wysokości jego bioder, jednocześnie uniemożliwiając mu ucieczkę. Facet stał niewzruszony ze wzrokiem wbitym w moje oczy. Podniósł rękę i dotknął moich włosów. 
- Nooo... farbować włosów też już nie będziesz. - Uhuhuhu... może być ciężko! Co oznacza większą satysfakcje jak w końcu się złamie... Postanowiłem wrzucić go od razu na głęboką wodę. Przybliżyłem się do niego jeszcze bardziej. Nasze twarze i ... usta, dzieliły centymetry. 
- Co ty robisz!? - Krzyknął Eizo. W jego oczach zobaczyłem zdziwienie z nutką przerażenia. Pięknie! Uśmiechnąłem się do niego. Już czułem no swoich wargach jego przyspieszony oddech. Właśnie wtedy ktoś zapukał do drzwi. Odwróciłem głowę w ich stronę.
- Braciszku!! Jesteś tam!! - Zapytał słodki głosik mojej idealnej siostrzyczki. Mógłbym ją zignorować, ale to była jedyna osoba w mojej rodzinie, która mnie nie, nienawidziła... ba!... nawet kochała! 
- Cholera... - Szepnąłem tylko i uwolniłem Chłopaka. Podszedłem do drzwi i je otworzyłem. Powitał mnie ciepły uśmiech Hime-chan. Dziewczyna od razu rzuciła mi się na szyję. Może i była młodsza, ale można powiedzieć, że to ona mnie niańczyła, zamiast ja jej... Od małego wiedziała co dobre, a co złe. 
- Dobra! Dobra! Wiem, że dawno się nie widzieliśmy, ale bez przesady. - Powiedziałem z uśmiechem. Siostra odkleiła się ode mnie i podała mi jakiś pakunek. 
- Co to? 
- Prezent z Brazylii, a no i mam jeszcze śniadanie! - Powiedziała pokazując mi drogi pakunek, który trzymała w ręku. Zaczęła iść w stronę kuchni. Zatrzymała się w połowie drogi i wskazała na faceta, który bez wzruszenia ścierał kurze z szafek.
- Kto to? - Spytała. W tym samym momencie podszedł do niej Eizo i się przedstawił... w dość dziwny sposób.
- Witaj. Jestem Eizo Saito... Będę się opiekował twoim braciszkiem - Powiedział i pocałował moją siostrę w rękę. Dziewczyna zachichotała i zarumieniła się. Wyrwałem jej dłoń z łapsk niańki.
- Nie całuj jej! Jeszcze się czymś zarazi biedna... - Eizo posłał mi kolejne mordercze spojrzenia, a ja pokazałem mu język. Poszedłem razem z Hime-chan do kuchni i patrzyłem jak przyrządza mi śniadanko. Dzisiaj były naleśniki brytyjskie z musem winogronowym. Pycha!! Oczywiście jak już chciałem zacząć jeść to ten knypek zabrał mi talerz z przed nosa a jego zawartość wyrzucił do śmieci...
- Co znowu!? - Spytałem żałośnie.